
Z lego wychodziły mi całe lotniska. Potem przyszło modelarstwo, małe plastiki 1:72, pierwszy był Szturmowik z ZTSu, ale to co uchwyciło moją wyobraźnię, to małe dwupłaty, pierwszy SPAD XIII z Academy, mały koszmarek, ale jaki piękny.
W modelarni, gdzie nie zagrzałem jednak miejsca za długo poznałem modele latające. Nigdy mi nie przypadły do gustu szybowce swobodnie latające, czy samoloty na gumkę. Brak mi w nich kontroli. Nie latam tam z nimi. Choć zawsze jest to lot, który zbliża do nieba.


